Szkolimy
psa po to, by rozumiał znaczenie wydawanych mu poleceń. Najczęściej
jest to siad, stój, do mnie. Chcemy też, żeby podczas spaceru pies
szedł luźno przy nodze. Ale najpierw trzeba nauczyć psa znaczenia
słów, które do niego mówimy. Tego możemy nauczyć podczas kursów
w szkołach dla psów.
Szkolenie
może być sposobem na zabawę z psem. Ćwiczenie posłuszeństwa
podczas spaceru w parku urozmaica go. Nagrodą nie musi być smakołyk
ale np. rzut piłeczką, zabawa szarpakiem.
Szkolenie
buduje więź między człowiekiem a psem (o ile nie jest nudne i nie
stosujemy kar).
Znajomość
komend przydaje się na co dzień zarówno w domu jak i na spacerach:
„stój” gdy chcemy wytrzeć psu łapy, zapiąć smycz, „nie”
gdy pies chce zjeść „smakołyk” podczas spaceru czy dobiera
się do kwiatka w domu. Pies, który umie ładnie chodzić na smyczy
to duża wygoda dla właściciela. Znajomość podstawowych komend to
też większe bezpieczeństwo dla psa jak i jego opiekuna podczas
wyjść na spacery. Dobrze jest, gdy pies jest nauczony jednej
komendy w sposób idealny, gdy jest duże prawdopodobieństwo, że
wykona ją w trudnych warunkach w dużym rozproszeniu. Taka znajomość
polecenia np. „siad”, „stój”, „nie” może zapobiec wielu
kłopotom a nawet uratować psu życie – pies zrywa się ze smyczy
i pędzi np. do innego psa po drugiej stronie ruchliwej ulicy albo
gdy ubłocony labrador ma wyraźną chęć przywitać wylewnie
napotkanego człowieka lub gdy pies ma zamiar zjeść coś czym może
się zatruć.
Takie
podstawowe szkolenie może być wstępem do dalszej pracy z psem
podczas treningów obedience, agility, dogfrisbee, flyball, pasania,
dogtrekkingu, wyscigów psich zaprzęgów i innych dyscyplin.
A
czy uczenie psa sztuczek typu „zdechł pies”, „wstydź się”,
„przybij piątkę”... to fajny sposób na spędzanie czasu z psem
czy robienie z niego wariata? ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz